Blog

opowieść laktacyjna nr 3

opowieść laktacyjna nr 3

Nasz poród był bardzo trudny, Maciuś 3 razy owinął się pępowiną wokół szyi, ciężko mu było wyjść przez co pojawił się krwiaczek na główce. Ten z kolei spowodował bardzo wysoki poziom bilirubiny – mały miał żółtaczkę i miał fototerapię – przez to spędziliśmy w szpitalu aż 6 dni. Mimo iż źle to znosiłam (chciałam jak najszybciej wrócić do domu), to te 6 dni w szpitalu były zbawienne – w dniu wypisu nastąpił bowiem przełom i Maciuś jadł już z dwóch piersi a ja umiałam karmić 🙂 Początki były bardzo trudne, mały denerwował się przy piersi, z prawej w ogóle nie chciał ssać. Ale dzięki mojemu uporowi (bardzo chciałam karmić piersią) oraz koleżance z sali (Ani – której to wszystko tak naprawdę zawdzięczam) – udało się! Ania urodziła już drugie dzieciątko, była więc bardziej doświadczoną mamą – pokazywała mi różne pozycje do karmienia i korygowała je, pomagała przystawiać dziecko do piersi gdy te się denerwowało – wszystko jej zawdzięczam 🙂 Teraz jestem bardzo dumna i szczęśliwa że Nam się udało, wiem bowiem że nie każdy ma tyle szczęścia, czasem po prostu się nie udaje. My natomiast jesteśmy w gronie szczęśliwców – karmienie piersią jest czymś cudownym, mimo że na początku bardzo boli (o tym chyba nie piszą w żadnych gazetach i nie wspominają w reklamach :P) Przez pierwszy miesiąc karmienie najzwyczajniej w świecie mnie bardzo bolało – sutki były bolesne, wrażliwe, i nawet teraz momentami boli – gdy mleczko ‚się produkuje’ – takie ‚ukłucia’ 😛 Mimo to uważam że warto 🙂 Bliskość mamy i malucha, korzyści dla Jego zdrowia, dla Mamy (schudłam 10kg bez żadnych ćwiczeń :D) są niezaprzeczalne 😉

Nadesłała: Agnieszka P.