Blog

opowieść laktacyjna nr 8

opowieść laktacyjna nr 8

Moja mleczna droga nie była łatwa, ale na pewno warta tego wszystkiego co przeszłam.

Jak każda tego typu historia moja zaczęła się w dniu porodu. Nie było ani łatwo, ani przyjemnie, po po porodzie pełnym interwencji medycznych okazało, że doszło do krwotoku i trzeba było mnie ratować. Zanim to nastąpiło, to córkę przystawiono do piersi zaraz po porodzie ok 21 i jak później miało się okazać straciłam ją z oczu na ponad 15 godzin.
Mogę się tylko domyślać, że w tym czasie dziecko było dokarmiane mlekiem modyfikowanym. bo przez cały ten czas nie widziałam go. Efekt był taki, że kiedy w końcu po wszystkich obchodach i cudach na kiju przyniesiono mi córkę o godzinę 12 to spało ono w najlepsze i za żadne skarby nie dało się obudzić. Od tej chwili zaczeła się moja walka o laktacje. Próby odciągania laktatorem, dziecko które budziło się tylko z głodu i to w takim stanie, że ze zdenerwowania nie potrafiło porządnie chwycić piersi, moje nerwy, położne, które dawały sprzeczne porady, ciągły płacz, zdenerwowanie czy aby się najada, dokarmianie strzykawką po palcu. Tak minęły mi 2 dni. Mimo, że dziecko było w dobrej formie nadal byłyśmy w szpitalu, bo ja byłam stanie co najmniej kiepskim. 2 noc wiązała się z bardzo niemiłym doświadczeniem, nieuprzejmymi położnymi, które miały chyba żal o to, że ktoś może potrzebować rad i wskazówek czy zwykłej ludzkiej życzliwości. Zła forma fizyczna nałożyła się na kiepską kondycję psychiczną (gdzie się podział ten zachwyt nad nowym życiem?!) i moja wiara zaczęła gasnąć. W takiej formie 3 nocy zastała mnie Pani Joanna Winiarska- wspaniała położna i doradczyni laktacyjna. Na tamta chwile jak i teraz jawiła mi się jako ten anioł- pełna spokoju, cierpliwości i wrażliwości. Do tej pory uważam, że gdyby nie ona nie miałabym szans karmić. A co zrobiła? W czasie zwykłego obchodu zobaczyła, że się miotam, że jest wielka determinacja ale jeszcze większa rezygnacja i zniechęcenie. Tą noc po skończeniu swojej pracy papierkowej przyszła do mnie i siedziała niemal całą noc pokazując jak przystawiać, jak karmić, jak sobie radzić. Dzięki temu wiedziała, że mam brodawki sutkowe, które się chowają, że moje duże piersi wcale nie ułatwiają prawidłowego przystawiania, że moje dziecko potrafi złapać dobrze tylko w pozycji spod pachy, a co najważniejsze konieczne było podkarmienie choćby 5 ml by młode zamiast wydzierać się w niebogłosy demonstrując na tamtą chwilę śmiertelny głód pozwoliło na spokojnie się przystawić i poprawić technikę ssania. Od tej chwili było co raz lepiej. Ja wracałam powoli do siły (, którą ostatecznie odzyskałam po transfuzji), młoda co raz spokojniej podchodziła do kwestii karmienia i mimo zdziwień personelu dlaczego nie dokarmiam butelkom, bo teraz to się tak powinno, uczyłam ja ssać korzystając ze strzykawki i palca. Efekt tych działam był taki, że w domu otworzyłam i rozrobiłam jedną porcję mleka, ale nie miałam okazji jej podać, a córkę karmiłam bardzo długo. Właściwie nadal nie mogę powiedzieć, że się odstawiła bo mojej obecnie 3-latce czasem się jeszcze przypomni o „mleku z piersi mamy” kiedy młodszy brat konsumuje swój posiłek.
Dzięki temu wszystkiemu zachowałam zimną krew przy drugim dziecku, nie pozwoliłam na zasianie ziarna niepewności, miałam wiedzę poparta nie tylko książkami i publikacjami, ale przede wszystkim własnym doświadczeniem i wsparciem kobiet, które również karmią i karmiły, a przy drugim mimo, że syn ma dopiero 3 miesiące walczyłam już z nawałem, zastojem, zapaleniem piersi z wysoka gorączką, z zapaleniem piersi u syna i kilkoma innymi sytuacjami.
Żadna nie jest bez wyjścia. Wystarczy bardzo chcieć i wiedzieć kogo poprosić o pomoc.
Nadesłała: Ania R-B