opowieść laktacyjna nr 5
Na początku chciałam napisać, że początki mojej drogi były ciężkie… lecz czyje nie były!? Od momentu gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, postanowiłam, że zrobię wszystko aby moje dziecko karmić piersią. Po narodzinach Zosi okazało się, że miała zaburzenia adaptacji okołoporodowej oraz spadła jej temperatura ciała więc małą zabrano na obserwację do inkubatora przed moim pierwszym podejściem do karmienia oraz podano jej mleko modyfikowane. Gdy już wszystko było dobrze ‚zabrałam się do roboty’ 🙂 ale płaskie brodawki i nawał mleczny okazały się dla mnie problemem nie do pokonania, doradca laktacyjny w szpitalu zaproponowała mi zakup laktatora (pomimo tego iż posiadałam własny) który na pewno rozwiąże moje problemy… gdy odmówiłam, zostałam ‚pozostawiona’ sama sobie (po wcześniejszym ręcznym bardzo bolesnym wyciąganiu brodawek przez laktacyjną). Byłam zrozpaczona, gdyby nie wsparcie mojej siostry oraz partnera, przeszłabym na mieszankę, ale zdecydowałam się na skorzystanie z nakładek laktacyjnych i udało się! Następnie wzrósł Zosi poziom bilirubiny we krwi i mała musiała być naświetlana. Zapytałam, jak ma wyglądać w takim razie karmienie a panie położne szybciutko zaproponowały mieszankę… zdecydowałam się na odciąganie pokarmu i podawanie go córce. Po powrocie do domu długo jeszcze korzystałyśmy z nakładek ale cały czas byłam zdeterminowana aby karmić piersią. Mimo strachu, braku wiary w siebie, wiedziałam, że muszę dać radę bo to najlepsze co mogę dać mojemu dziecku. Mija właśnie 6 miesiąc życia mojej córki i jestem szczęśliwa, że się nie poddałam…
