Blog

biustonosze dla mam karmiących firmy Carriwell

biustonosze dla mam karmiących firmy Carriwell

Tak jak obiecywałam, jestem tu również po to, by sprawdzać, testować i dzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami. Oto więc pierwsze z nich 🙂

Jestem osobą, która ceni przede wszystkim wygodę i komfort. Zamiast szpilek, wybieram trampki, zamiast staników koronkowych i atłasowych, raczej te sportowe. takie preferuję i w takich czuję się najlepiej. ALE, okazuje się, że nie wszystkie, nie zawsze i nie w każdych warunkach się one sprawdzają – o zgrozo!

No właśnie. Ciąża, a potem okres karmienia to czas, kiedy – jak dobrze wiemy – biust ulega zmianom. Zwiększa się, można by rzec „rozpulchnia”, a przede wszystkim staje się bardzo bardzo wrażliwy i trzeba o niego dbać jeszcze bardziej, niż zazwyczaj. Jak wiecie, w pierwszej ciąży nie karmiłam tak długo jak chciałam, a cały pierwszy okres mojego macierzyństwa był dość trudny, ale oczywiście kilka biustonoszy do karmienia miałam. Wszystkie sportowe, wszystkie bawełniane, wszystkie – teoretycznie dostosowane do karmienia (z odpinanymi elementami) i wszystkie… do bani. Te najzwyklejsze w żadnej mierze nie podtrzymywały biustu i czułam się zdecydowanie nieatrakcyjna. Te z fiszbinami uciskały piersi, przez co musiałam walczyć z drobnymi zastojami. W dodatku wszystkie były skonstruowane tak, że po odpięciu fragmentu biustonosza, miałam wrażenie, że pierś muszę przecisnąć przez zbyt małe okienko..

Wtedy nie miałam sił szukać czegoś lepszego, ale obiecałam sobie, że następnym razem wyposażę się w coś lepszego, co spełni moje oczekiwania i co zaopiekuje się należycie moim – jakby nie było starzejącym się 😉 – biustem.

I wiecie co? Zdaje się, że znalazłam! Biustonosze Carriwell są takie, jak lubię – proste, wygodne, urocze. W sumie czuję się w nich bardzo…. młodzieżowo 🙂 Ale znajdą się wśród nich również biustonosze z koronką, czyli nie tylko typowo sportowe, co zapewne ucieszy kobiety lubiące poczuć się…. kobieco właśnie. Wybór jest spory, za co również duży plus – a najbardziej cieszy, że możemy wybrać bieliznę wykonaną z bawełny organicznej. A jej chyba reklamować nie trzeba?? Są to biustonosze bezszwowe i uwierzcie mi, wypróbowałam trzy różne, i żaden mnie nie uciskał, nie sprawił, bym czuła się niekomfortowo, nie wywołał zastoju. A co najważniejsze, ów magiczny element, który odpinamy, by nakarmić malucha, to niemal cała miseczka, a więc nie trzeba piersi „wyciskać”, nie trzeba obawiać, że się nie zmieści, a tym samym, że się ją uszkodzi. To bardzo ważne, ponieważ nasze kanaliki, przez które biegnie mleko z pęcherzyków, są naprawdę baaaardzo delikatne!

No i wreszcie biustonosz Carriwell GelWire – nowość, która oprócz wszystkich zalet wskazanych powyżej, posiada fiszbiny, ale żelowe, przez co biustonosz formuje i podtrzymuje w dużym stopniu biust, a jednocześnie nie stanowi niebezpieczeństwa i nie uciska. Mamy więc i wygodę i opiekę nad naszymi piersiami, które eksploatowane przez malucha, naprawdę nie mają łatwego życia 🙂 I ten biustonosz stał się moim ukochanym, przyznaję, nie noszę go tylko wtedy, kiedy… muszę go wyprać 🙂

Jakieś wady, uwagi, zastrzeżenia? Tak, ale malutkie. Po pierwsze, może fajniej by było, gdyby było bardziej kolorowo – bo wybór kolorystyczny jest zdecydowanie niewielki i bardzo stonowany, a ja nie miałabym nic przeciwko, gdyby pojawiły się jakieś kwiatki czy paseczki 🙂 Druga uwaga – tak jak wspominałam, testowałam trzy różne modele, wszystkie w tym samym rozmiarze i niestety – o dziwo – jeden z biustonoszy okazał się na mnie odrobinę przyciasny, gdy tymczasem pozostałe dwa pasują jak ulał. Dlaczego? Jakaś kilkumilimetrowa różnica, a jednak ma znaczenie.

Zainteresowane? wejdźcie na: www.carriwell.pl Warto poszperać i znaleźć coś dla siebie 🙂