Blog

Kiedy krzyczę

Kiedy krzyczę

Wczoraj podniosłam głos na T. Każdą z nas to prędzej czy później spotka. Z premedytacją piszę „każdą”, choć w dzisiejszych czasach coraz częściej tatusiowie na równi z mamusiami zajmują się opieką i wychowywaniem dzieci. Ale to jednak mama – w tych pierwszych miesiącach lub latach – spędza większość czasu z maluchem (lub maluchami), to ona praktycznie 100% swojej uwagi i zaangażowania wkłada w dom i macierzyństwo. I bardzo często się zdarza, że to ona jako pierwsza podnosi głos.

Oczywiście to nie był pierwszy raz, kiedy krzyknęłam, albo raczej wydałam krótki komunikat nadając wypowiedzi posmak irytacji, pośpiechu i zdenerwowania. Ale zabolało jak zawsze i znów pojawiło się poczucie rodzicielskiej porażki, a w głowie pytanie: „czy nie mogę być lepszą matką?”. Gdy o tym myślę, to wiem, że to poczucie winy jest czymś, co bardzo często nam, mamom, towarzyszy. Bo nie mamy tyle czasu, ile byśmy chciały. Bo się wkurzyłyśmy i krzyknęłyśmy. Bo postraszyłyśmy, przekupiłyśmy, zaszantażowałyśmy. Bo za długo maluch oglądał bajki, albo za krótko był na placu zabaw. Czasem poczucie winy pojawia się również, gdy idziemy do fryzjera, kosmetyczki, albo gdy płaczące od kilkudziesięciu minut niemowlę oddajemy tacie, a same wychodzimy do drugiego pokoju.

Czy jest ono nieodłącznym elementem macierzyństwa? A może tyle lat wdrukowywano nam, że musimy być idealne – w szkole, w pracy, w towarzystwie, a wreszcie w pełnieniu roli mamy, że każde zachowanie, które od ideału odbiega, traktujemy jako porażkę? Może to swoisty imperatyw – to poczucie, że MUSZĘ być najlepsza?

Zagadnienie „rodzica wystarczająco dobrego” będzie się pojawiało tu często. Po części dlatego, że wiem, że to stały problem wielu z nas. A po części dlatego, że sama się borykam z tym poczuciem winy i przymusem bycia idealną mamą.

Nie musimy być idealni. To już wiemy. Teraz musimy w to uwierzyć.