Blog

kołysanka o piersiach mamy

kołysanka o piersiach mamy

Tytuł notki został zaczerpnięty z książki wydanej przez Wydawnictwo Mamania. Wybrałam go, bo rodzi we mnie wiele odczuć, nie tylko tych pozytywnych. Tak, na niniejszym blogu temat karmienia piersią będzie pojawiał się wielokrotnie. Będziemy go wałkować, odpowiadać na pytania, rozwiewać mity. Dlaczego? Ponieważ karmienie piersią, choć czasem nazywane naturalnym, nie zawsze okazuje się być takim w rzeczywistości.

Tak naprawdę znam więcej kobiet, które miały różnego rodzaju problemy albo nie mogły karmić piersią, niż tych, którym przychodziło to z łatwością. Sama należę do tej pierwszej grupy, choć karmienie drugiego dziecka okazało się o niebo łatwiejsze i liczę, że tak będzie dalej. Fakt, jestem teraz o niebo mądrzejsza – nie dość, że przeżyłam niezłą krucjatę z T. w tym temacie, to potem ukończyłam kurs „Karmienie piersią w codziennej praktyce” zorganizowany przez Centrum Nauki o Laktacji, dzięki czemu mogę teraz wspierać kobiety zarówno podczas karmienia piersią (zwłaszcza, gdy pojawią się jakieś problemy), jak i jeszcze w ciąży, gdy przygotowujemy się dopiero do tej czynności.

No właśnie.. czy na pewno się przygotowujemy? Pamiętam ćwiczenie różnych pozycji w szkole rodzenia, pamiętam, że otrzymałam wskazówki co robić przy nawale, jak długo powinno się karmić piersią i że mleko mamy to taki pełnowartościowy obiad – najpierw zupka, potem drugie, a następnie, z drugiej piersi, kompocik do popicia.. Nikt mi jednak nie powiedział, że to zupełnie normalne, że na początku tego pokarmu praktycznie nie ma – a przynajmniej nie zawsze jest. I gdy trafiłam na salę na oddziale położniczym po cesarskim cięciu, a moja córka nie została mi przystawiona, tylko dokarmiona butelką, i gdy zobaczyłam dziewczynę na łóżku obok, której mleko wręcz tryskało, a z moich piersi nie leciało nic, tak, wtedy zaczęła się moja walka i moja poporodowa depresja.. Walkę w końcu wygrałam, ale gdyby ktoś mi powiedział, że to normalne, że laktacja dopiero mi się rozkręci i że może to potrwać chwilę, pewnie byłabym spokojniejsza, choć rzecz jasna hormony robią swoje..

Takich przydatnych informacji jest wiele. Z drugiej strony często spotykamy się z różnymi mitami, które bardziej szkodzą niż pomagają. Z trzeciej istnieje albo presja społeczna, zwana pięknie „terrorem laktacyjnym”, albo spotykamy się z położnymi i pediatrami, którzy z jakichś względów zalecają dokarmianie. Co ciekawe, nigdy albo prawie nigdy nie sugerują, by spotkać się z doradcą laktacyjnym!

Decyzja o sposobie karmienia dziecka jest i powinna być decyzją decyzją rodziców. Nie jest moim zadaniem, by zmuszać do karmienia piersią, jeśli matka nie chce. Jednak zawsze będę promować właśnie karmienie piersią. I chcę być wsparciem dla mam takich jak ja kiedyś – które tak bardzo chciały karmić piersią, a miały olbrzymie kłopoty, i gdyby nie otrzymane wsparcie, pewnie nie dałyby rady..

No więc jestem. Jestem i śpiewam moim córeczkom kołysankę o piersiach mamy.