Blog

opowieść laktacyjna 2

opowieść laktacyjna 2

Moja mama nie karmiła mnie piersią. Nikt jej nie pomógł. To były lata 80-te, ona od niedawna mężatka, otoczona grupką ćwierkających szwagierek, które wszystko wiedziały lepiej, ale nie to, co trzeba. Szybko podano mi „mleko niebieskie”, bo płakałam, więc „na pewno byłam głodna”. Mama według ćwierkających „nie miała mleka”, więc „po co dzieciaka męczyć”. I tak odsunięto mnie od drogocennego źródła. Kiedy rozmawiałyśmy krótko przed moim porodem, powiedziała,że nigdy sobie nie wybaczy, że przestała mnie tak szybko karmić piersią. Została moim pierwszym kibicem. Wątpliwości dotyczące tego, czy będę miała pokarm, czy mam dobre piersi, czy będę umiała podłączyć oseska do piersi, kwitowała jednym zdaniem:” Zobaczysz, będziesz karmić.” Przyjechała do mnie po porodzie. Wzięła na siebie wszystkie obowiązki, do spółki z moim mężem. Żebym tylko mogła skupić się na dziecku, na karmieniu. Ciągle dopingowała. A potem powtarzała:”Karm najdłużej jak się da.” Drugim dobrym duchem mojej laktacyjnej drogi była położna ze szpitala. Nawet nie wiem jak miała na imię. Boska kobieta. Cierpliwie pokazywała, tłumaczyła. Opowiadała. Do dziś w pamięci mam jej „Mleko jest w głowie.” Którejś nocy rozmawiałyśmy o tym jak ważna jest bliskość w rodzicielstwie. Jak ważny jest dotyk, kontakt, uwaga. To wszystko jest podczas karmienia. Magiczny czas dla mamy i dziecka. Jedyną rzeczą jakiej żałuję, jest to,że nikt nie powiedział mi, że oprócz tego,że ja muszę nauczyć się dobrze podawać pierś, dzidziuś musi się też nauczyć chwytać i ssać. Bo choć ten odruch ma wrodzony, to przecież ćwiczenie czyni mistrza. Najpierw skupiałam się na nakładaniu malucha na pierś, na tym by złapał jak najwięcej otoczki, żeby było wygodnie i mnie i dziecku. Po kilku miesiącach obie(ja i córka) doszłyśmy do takiej wprawy,że karmienie odbywało się w rozmaitych miejscach i pozycjach. Mleko płynęło, a mała korzystała jak najwięcej. Kochałam karmienie. Uwielbiałam to poczucie dawania czegoś drogocennego. Dawania miłości w mleku.

Teraz karmię drugiego malucha. Synek jeszcze na sali porodowej zaczął pełzać po moim brzuchu w poszukiwaniu piersi. To było niesamowite! Gdy trafił na sutek, przyssał się tak, jakby robił to od miesięcy! Znów jestem szczęśliwą karmiącą. Uwielbiam, gdy mój syn zasypia najedzony przy piersi.

Małgosia