Blog

opowieść laktacyjna 6

opowieść laktacyjna 6

Kiedy tylko dowiedziałam się, że będę mamą od razu wyobrażałam sobie jak to będzie karmić piersią maleństwo. Mijały tygodnie, miesiące a ja obserwowałam zmieniające się ciało… zwiększanie wagi i…piersi. Kiedy nadszedł termin porodu nic się nie działo. Po tygodniu miałam zgłosić się na patologię ciąży. Lekarz zbadał i…kazał czekać na poród. Następnego dnia szczęśliwa i pełna obaw zgłosiłam się na porodówkę na indukcję porodu. Bóle się nasilały, parłam, ale córeczka była uparta. Wycieńczona po 12 godzinnym nieefektywnym porodzie poddałam się. Lekarz pocieszał mnie, żebym się nie przejmowała bo i tak pewnie nie dałabym rady urodzić naturalnie, bo Patrycja nie dość że była duża 4015g i 60 cm to w dodatku źle się ułożyła. Pojechałam na salę operacyjną na CC. Byłam przytomna, lekarze operujący rozmawiali ze mną i żartowali. Nie czułam strachu. Kiedy wyjęli córeczkę z brzucha położna mi ją pokazała i…zabrała… Nie było osławionego kontaktu „skóra do skóry”, nie było pierwszego karmienia na porodówce. Pomyślałam, że pewnie nie byłoby to możliwe przez aparaturę pod którą byłam podłączona. Kiedy byłam już na sali pooperacyjnej położna przyniosła mi Patrycję do karmienia. Mimo kroplówek w obu rekach, pulsoksymetru na palcu i rękawa od ciśnieniomierza na ramieniu bardzo chciałam nakarmić swoją kruszynę. Jednak ona zapadła już w głęboki sen i obudziła się z przeraźliwym płaczem. Nie chcąc jej męczyć pozwoliłyśmy jej spać. Nazajutrz z rana przywieziono mi córeczkę do sali z wiadomością, że dostała mieszankę z…butelki! Pomyślałam to dobrze. Nie będzie głodna, jak się obudzi to ładnie zje z piersi. nie mogłam doczekać się tej chwili. Gdy się obudziła, spojrzała na mnie swoimi zapuchniętymi oczkami. Wezwałam położną, żeby pomogła przystawić mi malutką do piersi. I znowu wielki płacz. Znowu się nie udało. Zostawiono mi płaczące i głodne zawiniątko. Położna przyniosła butelkę z glukozą, próbowałyśmy ją oszukać, ale Patrycja była uparta. W drugiej dobie po porodzie zaczął się nawał pokarmu. Piersi były pełne mleka a córcia wolała butlę z mieszanką. Położne były oburzone, że nie karmię naturalnie tylko przychodzę po kolejne porcje mleka dla małej. Przystawiałam Patrycję do cyca ale ona zanosiła się płaczem a ja razem z nią. W kolejnej dobie zjawił się anioł. Cudowna położna, która z anielską cierpliwością własnymi rękami ściągała mi pokarm z piersi i mogłam nakarmić Patusię swoim mleczkiem z butelki oczywiście. Następnego dnia dostała laktator- wcześniej wszystkie były w sterylizacji 🙁 Już na wpół szczęśliwa mogłam chociaż dawać Małej butlą to, co najlepsze czyli własny pokarm. Oczywiście wielokrotne próby przystawienia Małej do piersi kończyły się fiaskiem. nie pomogła glukoza ani kapturki na brodawki. Wyszłyśmy do domu. Mąż kupił laktator i się zaczęło. Ja co 3 godziny ściągałam pokarm a on karmił Patrycję. Całe dnie i noce spędzałam z maszyną do mleka w ręku. Oczywiście mama i teściowa nie mogły pojąć, że Patusia nie chce ssać piersi. Popadałam w desperację. Jedynie mąż mnie rozumiał, bo widział jak to wszystko wygląda naprawdę, że ja się staram, ale mała nie chce ssać tylko zanosi się płaczem. Trwało to 3 tygodnie. W tym czasie kupiliśmy niezbędnik butelki, smoczki, podgrzewacz, szczotki. Użyliśmy tego może ze 4 razy. Kiedy mąż już wrócił do pracy ja zostałam w domu sama. Każdą chwilę, kiedy Malutka spała wykorzystywałam na „produkowanie” mleka do butelki. Pewnego dnia, pamiętam to był poniedziałek jak zwykle próbowałam najpierw przystawić Patusię do piersi i…stał się cud! Chwyciła brodawkę i zaczęła jeść. Jaka ja byłam szczęśliwa! Nareszcie byłam 100% mamą! Potem kolejna niepewna sukcesu próba przystawienia do piersi i znowu cud! Tusia jadła! Dopiero zadzwoniłam do męża i powiedziałam, że nasza córcia zaczęła ssać pierś! Potem kolejne telefony do mamy i wielka radość. Mija już 4 miesiąc od kiedy jestem mamą. Karmię córcię tylko piersią. Żadnych mieszanek i butelek. Oczywiście nie obyło się bez bólu brodawek ale żadnych strupów, i krwawień nie było. Jestem szczęśliwa, bo nie dość, że Patrycja dostaje, to co najlepsze to jeszcze udało mi się zamrozić pokaźną ilość woreczków z mlekiem, które czekają na kaszki. Nie wierzę w opinie, że po cesarskim cięciu nie można karmić piersią. Matka Natura tak nas stworzyła, że w każdym przypadku jesteśmy gotowe wykarmić swoje potomstwo. Nie liczy się wielkość piersi, mleko mamy nie jest za „chude”. Liczą się tylko dobre chęci i upór kobiety, która chce karmić swoje dziecko naturalnie. Jestem bardzo wdzięczna położnym, które pomagały mi w szpitalu i swojemu kochanemu mężowi, który mi tak dzielnie pomagał i wspierał w chwilach zwątpienia. Moja Mleczna Droga na początku byłą kręta i wyboista, ale dzięki uporowi i pomocy wyszłam na prostą 🙂 Mija już 18 miesięcy a ja nadal karmię piersią. Bardzo lubimy z córcią te chwile i będziemy w nich trwać aż Patrycja sama zadecyduje, że już koniec.

Sylwia