Blog

opowieść laktacyjna 7

opowieść laktacyjna 7

Kiedy byłam w ciąży powiedziałam sobie, że będę synka karmić piersią i udało mi się, choć nie było łatwo. Po porodzie już na położniczym skarżyłam się, że karmienie sprawia mi ból, niestety nie doczekałam się pomocy od położnych. W domu nie było lepiej, położna środowiskowa pokazała jak prawidłowo przystawiać i próbowałam… tylko, że płakaliśmy syn z głodu i nerwów, a ja z bólu i bezsilności. Ile myśmy godzin przepłakali nie zliczę… Synek słabo przyrastał, zewsząd słyszałam, że po co się męczymy, można dać butlę, a kiedy miałam karmić to rodzina wychodziła z pokoju, żeby nie musieć patrzeć. Po trzech tygodniach odpuściłam bo moje sutki to była jedna wielka rana i podałam butelkę. Synek dostał kilka butelek z mm, ale udało mi się na tyle polubić z laktatorem, że po kilku dniach byłam go w stanie wykarmić swoim mlekiem. Tylko, że to nie było dla mnie rozwiązanie, nie tego chciałam, a na myśl, że mam go ponownie przystawić do piersi robiło mi się słabo. Myślałam, że to będzie koniec mojego karmienia piersią a jednak… Zanim synek skończył miesiąc trafiliśmy do szpitala i tu w końcu znalazł się ktoś, kto uratował nasze karmienie, mimo, że syna oglądało kilku pediatrów, położnych, dopiero Pani ordynator stwierdziła, że ma za krótkie wędzidełko – teraz wiem, że to zdarza się dosyć często, ale do tej pory jestem zła, że nikt wcześniej chyba nawet nie chciał sprawdzić w czym tkwił problem… Dwa tygodnie później godzinę po podcięciu, karmiłam synka bez bólu! A potem karmiliśmy się długo i szczęśliwie. I mimo całego tego bólu i łez było warto, bo nic nie jest w stanie zastąpić tych chwil bliskości jakie mieliśmy dla siebie.

Beata